Castlevania - The Concert
Relacja

  • Relacja
Wywiady:

Oficjalna strona koncertu: www.castlevaniaconcert.com

  Nocą 19 lutego 2010 roku trzech śmiałków kroczyło przed siebie wśród tnącego mrozu i świszczącego wiatru. Śnieg skrzypiał pod ich butami, gdy zbliżali się do celu swej podróży. Oto był tam, w tych nieprzyjaznych dla człowieka warunkach, budząc lęk wśród tych, którzy odważyli się do niego zbliżyć. Zamek hrabiego Draculi, tym razem w samym sercu stolicy Szwecji - Sztokholmie, przyjął postać tamtejszej filharmonii. Chwila wahania pozwoliła trzem pogromcom wampirów rozejrzeć się wokół. Nie byli sami, wręcz przeciwnie - im podobni stawili się licznie, wiedząc, iż ich wspólnym przeznaczeniem jest zmierzyć się z niebezpieczeństwem czyhającym wewnątrz. Liczebność dodawała im odwagi, więc gdy tylko frontowe wrota rozwarły się, wkroczyli do wielkiego holu...


Konserthuset
  Filharmonia przywitała śmiałków swoim pięknym wnętrzem, jednocześnie przypominając niepokojącymi dźwiękami dobiegającymi jakby z oddali, że powinni mieć się na baczności. Jednak było coś jeszcze - fragmenty znajomych melodii, które natychmiast wlewały nadzieję w ich serca. Dobiegały prawdopodobnie ze znajdującej się dokładnie piętro wyżej sali koncertowej. Schody na górę, umiejscowione po obu stronach holu były jednak zapieczętowane dziwną aurą, zmuszając tym samym śmiałków do przegrupowania się i przygotowania do tego, co miało wkrótce nadejść.

  Część szczęśliwców, korzystając ze swego zmysłu eksploracji, niezwykłej zręczności i zasobów sakiewek, zdążyła zaraz po wtargnięciu do holu zaopatrzyć się w tajemnicze, limitowane „księgi” - programy. Wieszczyły one niesamowite wydarzenia, mające mieć miejsce jeszcze tamtej nocy. Jednocześnie pomogły początkującym pogromcom wampirów odnaleźć się w historii tak znanych postaci, jak Simon Belmont, Alucard czy sam Dracula. Wykonanie owych materiałów stało na bardzo wysokim poziomie, tak pod względem treści, jak i formy.

  Kiedy magiczne bariery opadły, śmiałkowie, nie czekając ani chwili dłużej, wtargnęli do sali koncertowej. Obszerne pomieszczenie, z dwoma poziomami balkonów i jednymi z największych organów na Skandynawii górującymi nad sceną, robiło spore wrażenie. Wystrój w postaci wielkiego żyrandola i białych kotar pod sufitem oraz szkieletów i świeczników za miejscem dla orkiestry był bardzo symboliczny, ale jednocześnie doskonale pasował do sali i panującego w niej półmroku. Od czasu do czasu dochodziły nas także wspomniane już wcześniej niepokojące dźwięki, jak pojękiwania i krzyki wśród szumu wiatru. Odpowiednio wprowadzeni w klimat śmiałkowie z całego świata zajęli więc miejsca na widowni i czekali...

"Welcome my friends"

  Wybiła dziewiętnasta i scena powoli zaczęła zapełniać się muzykami Sztokholmskiej Młodzieżowej Orkiestry Symfonicznej, po lewej zaś stronie usadowił się zespół rockowy. Po chwili dyrygent – Glenn Mossop, dał znak muzykom, którzy powolnym i mrocznym wstępem (Introduction) z Legacy of Darkness jeszcze bardziej zagęścili atmosferę. Wysoko w górze, dzierżąc bat, pojawiła się odziana w skórzaną zbroję i pelerynę postać. Był to Erik Eklund - producent i organista koncertu, w którym tamtej nocy obudził się duch samego Simona Belmonta! Zasiadł przy kontuarze, dając nam pokaz możliwości olbrzymiego instrumentu.

  Gdy napięcie utworu wzrosło, nagle wszyscy, łącznie z dyrygentem, zamarli. Nie bez powodu – oto na scenie pojawiły się dwie mroczne postacie, z czego kosa jednej z nich nie pozostawiała wątpliwości - przed nami kroczyła Kostucha! Z pomocą drugiej zakapturzonej sylwetki wepchnęła na scenę dużą drewnianą trumnę. Po otworzeniu wieka słudzy ciemności uklękli z szacunkiem, gdyż oto na naszych oczach szwedzcy muzycy wskrzesili Draculę we własnej osobie! A właściwie cudzej, gdyż tym razem przyjął on oblicze Davida Westerlunda – pomysłodawcy rozpoczynającego się już na dobre koncertu. Pan ciemności rozejrzał się z wyższością po widowni i pewnym krokiem przeszedł przez scenę w stronę grupy rockowej, po czym zasiadł na swoim tronie – przy elektronicznym pianinie. Gestem ręki zezwolił dyrygentowi na kontynuowanie i tak do naszych uszu dobiegły dźwięki Dracula's Castle.


  Gdy utwór dobiegł końca zostaliśmy przywitani przez naszego mrocznego gospodarza, po czym orkiestra uraczyła nas kompozycjami Moonlight Nocturne i Theme of Simon Belmont. Wszystkie wspomniane motywy należycie wzbudzały w nas poczucie, niczym jak za starych dobrych czasów, że naprawdę otoczeni jesteśmy tak dobrze znanymi, zamkowymi ścianami. Wiedząc, że to dopiero początek naszej wędrówki, z przyjemnością odsłuchaliśmy Modlitwę (Prayer), którą zaśpiewały dla nas dwie niewiasty, stojąc wysoko nad sceną przy kontuarze. Mając już boską siłę po swojej stronie mogliśmy śmiało ruszać dalej przy dźwiękach Lost Painting z Symphony of the Night. Gdy oczyma wyobraźni kroczyliśmy coraz głębiej w zamkowe korytarze, zapanował klimat rodem z Super Castlevania IV, a to za sprawą utworów Entrance Hall i Chandeliers. Drugi z nich został po mistrzowsku odegrany na pianinie, przy akompaniamencie orkiestry, przez zaproszoną z Japonii Asukę Nakamurę.


  Kolejny krok w naszej muzycznej podróży był pewnie dla wielu dość zaskakujący. Zamiast stawiać wyłącznie na najbardziej znane utwory, David Westerlund zaproponował nam odwiedzenie nieco zapomnianej, a przecież niezwykle udanej, ścieżki dźwiękowej z Belmont's Revenge. Jeszcze przed odegraniem New Messiah i Praying Hands, pochodzących ze wspomnianej części serii, David ostrzegł nas, że nad jego elektronicznym pianinem ciąży klątwa... klątwa ery ośmiu bitów! Uzbrojeni w tą paradoksalnie bardzo zachęcającą nowinę, najbardziej oldschoolowi fani oczekiwali wskrzeszenia magii muzyki z pierwszego GameBoy'a... i nie zawiedli się, gdyż David włożył w wykonanie nowej aranżacji wiele fanowskiego serca.

  Tak dotarliśmy do Starego Zatopionego Sanktuarium (The Sinking Old Sanctuary), przepełnionego spokojną, delikatną melodią smyczków. Motyw ten był jednak jedynie wstępem do Wołania z Niebios (Calling from Heaven), który dzięki Marii Eklund i jej przepięknej grze na skrzypcach w duecie z pierwszym skrzypkiem orkiestry, stanowił jak się później okazało jeden z najmocniejszych punktów programu.

  Ogłoszenie, że następny utwór - Wood Carving Partita - wykona sama Michiru Yamane (kompozytorka nieodłącznie kojarzona z Castlevanią) jeszcze bardziej podekscytowało fanów. Co ciekawe - specjalnie na tę okoliczność dostarczono dzień wcześniej do filharmonii klawesyn - instrument tak delikatny, że musiał „odpocząć” przez noc po mrozach panujących na zewnątrz. Przywitana owacjami na stojąco Yamane-san wypadła znakomicie, renesansowymi dźwiękami klawesynu przypominając nam nasze wędrówki po ogromnej zamkowej bibliotece w Symphony of the Night.

  Ostatnia część pierwszego aktu była niczym istny wehikuł czasu – z pewnością niejedna osoba na sali poczuła się około dwadzieścia lat młodsza. W skład owej aranżacji wchodziły bowiem motywy przewodnie z każdej części trylogii na NES-a - Vampire Killer, Bloody Tears i Beginning. Orkiestra, wsparta przez światła, zespół rockowy, elektroniczne pianino (przywodzące na myśl proste dźwięki z wiekowej konsoli Nintendo) i olbrzymie organy, stworzyła niezwykle dynamiczny spektakl, który zaparł dech w piersiach obecnym na sali oldschoolowcom. A była to dopiero połowa atrakcji przygotowanych na ten wieczór...


"I was called here by humans..."

  Po około dwudziestominutowej przerwie zostaliśmy wprowadzeni w odpowiedni nastrój wstępem (Introduction) do pierwszej Castlevanii na Nintendo 64. W wyobraźni zapewne niejedna osoba ujrzała Malusa grającego na skrzypcach. Motyw ten przeszedł w żywiołowe Opposing Bloodlines z Rondo of Blood, doskonale przygotowując nas do drugiego aktu koncertu. Wtedy, ku naszemu miłemu zaskoczeniu, na scenie ponownie pojawiła się Michiru Yamane. Podczas swojego drugiego występu tego wieczoru zmienił się nie tylko jej ubiór, ale również instrument, na którym zagrała. Po tym, jak zasiadła w pięknej sukni przed fortepianem, ze sceny rozbrzmiała melodia Waltz of the Pearls. Warto odnotować, że aranżacja prezentowała pełną wersję utworu, która ponoć nigdy wcześniej nie była odegrana przed publicznością.

  Po tym jakże klimatycznym występie muzycy znacznie przyspieszyli tempa, a pomógł im w tym motyw towarzyszący nam w Aria of Sorrow w wieży zegarowej (Clocktower), który następnie przeobraził się w Wicked Child znane z pierwszej Castlevanii. Co ciekawe, końcówka tej szybkiej i wciągającej aranżacji została wzbogacona o zagrane przez Davida na elektrycznym pianinie fragmenty muzyki z innych znanych serii gier wideo - widownia zareagowała śmiechem i burzą oklasków, orientując się, że nagle do jej uszu trafiają melodie z Mega Mana i Chrono Triggera (jak się dowiedzieliśmy – podobne „smaczki” w trakcie koncertu były wskazówkami, mówiącymi, czego możemy spodziewać się po występach Davida w przyszłości). Całość została zaś w ciekawy sposób zamknięta motywem, który z pewnością niejedna osoba kojarzy już ze Filharmonią Sztokholmską. Fragment Chocobo Theme, bo o nim mowa, został nagrodzony gromkimi brawami.


David wykonujący aranżacje na pianino
  David jednak dopiero się rozkręcał, gdyż ponownie wrócił do Belmont's Revenge, tym razem wykonując Ripe Seeds i Psycho Warrior na fortepianie. Ta miejscami bardzo chaotyczna i poważna aranżacja wręcz kipiała niepokojącym i mrocznym klimatem, który łagodzony był najbardziej rozpoznawalnymi i melodyjnymi fragmentami ww. utworów. Tu również nie zabrakło małego oka puszczonego w kierunku oldschoolowców – ku rozbawieniu widowni David przerwał na moment aranżacje w najbardziej chaotycznym momencie kilkoma nutkami wyrwanymi z dobrze wszystkim znanego motywu z... Super Mario Bros. Całość zakończył zaś melodią, która przygrywa nam po ukończeniu lokacji w Belmont's Revenge - cudowny detal.

  Następnie ruszyliśmy w muzyczną podróż ku strzelistym zamkowym wieżom, aby posłuchać wzniosłego Requiem for the Gods, który ze wsparciem trzyosobowego chórku prezentował się wyjątkowo pięknie. Zaraz po nim David sprowadził nas na ziemię, zapowiadając aranżację rozpisaną specjalnie na organy. Erik Eklund i jego asystentka, pomagająca mu w obsłudze olbrzyma w trakcie długiego występu, pokazali, na co naprawdę stać ten gigantyczny instrument. Zaczynająca się dwoma klasykami - Chromatische Phantasie Jana Sebastiana Bacha i Passepied Claude'a Debussy'ego (aranżacje obu tych kompozycji obecne są w Belmont's Revenge) - składanka zakończona została motywem z wieży zegarowej z trzeciej Castlevanii na NES-a (Clockwork). Melodia ta, połączona z grą świateł skierowanych na piszczałki organów przemawiała do wyobraźni - ściana metalu sprawiała wrażenie, jakby miała zaraz ożyć, zamieniając się w pracujące rytmicznie mechanizmy i koła zębate. Nie był to jednak koniec naszej wędrówki po wieży zegarowej, gdyż następnym punktem programu był utwór Tragic Prince z Symphony of the Night. Tym razem pole do popisu miał zespół rockowy i orkiestra, które zaserwowały nam dynamiczny, świetnie wykonany kawałek.

"What is a man?"

  Podświadomie czuliśmy już, że noc powoli zbliża się ku końcowi. Nasz gospodarz, z poważną miną, przeszedł przez scenę zamaszystym krokiem, po czym utwierdził nas w naszych obawach. Nieco zaniepokojeni jego rosnącym głodem nie wiedzieliśmy jak zareagować w razie ewentualnego zagrożenia ze strony wampira (choć trzeba przyznać – jeden śmiałek z widowni chciał poświęcić swoją szyję, aby zyskać dla nas nieco czasu :)). Na całe szczęście legendarny Simon Belmont, wciąż przy kontuarze, lecz już od dłuższego czasu bez peleryny i gotowy do walki, zdradził Draculi swoją obecność, wykrzykując znane nam skądinąd słowa - „Die monster. You don't belong in this world!”. Przeczuwając zbliżającą się walkę, widownia zareagowała głośnymi okrzykami, które dodatkowo podsycał dalszy dialog dwóch postaci na scenie.

  I zaczęło się – przy dźwiękach Dance of Illusions Dracula, zainspirowany zapewne postacią Dartha Vadera, siał postrach wśród muzyków z zespołu rockowego, dusząc jednego po drugim swym uściskiem na odległość. Epicka melodia dobiegała końca, a książę ciemności zbliżał się właśnie do niczego nieświadomego dyrygenta! Stało się, a gdy myśleliśmy, że nie ma już dla nas ratunku, Dracula zasłonił twarz peleryną i skulił się na scenie. Światło poranka i rodowy bat Belmontów ponownie uratowały świat przed wampirem! Na scenie pojawił się mroczny mnich w towarzystwie Kostuchy i czym prędzej wprowadzili swojego mistrza do trumny, z którą następnie zniknęli za sceną. Władanie Draculi zakończyło się. Przy dających nadzieję na lepsze jutro dźwiękach Ending Theme z Super Castlevania IV patrzyliśmy, jak wstające znad horyzontu słońce oświetla stojącego dumnie wysoko nad ziemią Simona. Bohater wypełnił swój rodowy obowiązek.


Ekipa Castlevania - The Concert po sesji
meet & greet
  Wtem na scenie ponownie pojawił się David. Wyzwolony spod wpływu Draculi stanął przy mikrofonie i musiał jeszcze trochę poczekać, nim wiwatująca na stojąco sala pozwoliła mu dojść do głosu. Po owacjach na stojąco i wręczeniu kwiatów, zasmuciliśmy się wiedząc, że to już koniec. David jednak nie pozwolił nam długo trwać w tym przekonaniu, szybko rozpoczynając bis. Kotary pod sufitem rozwinęły się, światło zalało scenę i Michiru Yamane-san wystąpiła po raz trzeci w trakcie wieczoru, tym razem wykonując wraz z orkiestrą rozrywkowy i doskonale nadający się na wielkie zakończenie Wandering Ghosts z Symphony of the Night. Całość została zaś domknięta mocnym finiszem w postaci zagranego ponownie Beginning.

W stronę wschodzącego słońca

  Rozentuzjazmowana i pełna pozytywnej energii widownia opuściła salę, jednak dla niektórych nie był to jeszcze koniec – w głownym holu odbyło się przeznaczone dla posiadaczy programów koncertu spotkanie z jego twórcami. W jego trakcie nie zabrakło gratulacji i słów zachwytu, a autografy na programach i soundtrackach sypały się tak obficie, że w pewnym momencie poproszono Michiru Yamane-san o podpisywanie wyłącznie jednego przedmiotu na osobę. Po zamienieniu przynajmniej kilku słów z każdym uczestnikiem spotkania grono odpowiedzialne za to wspaniałe wydarzenie pozowało do ostatnich zdjęć, po czym wszyscy rozstaliśmy się w miłej atmosferze, która sprawiła, że mróz na zewnątrz nie wydawał się już taki groźny...

  Czy Dracula powróci? Cóż... a czy kiedyś nas rozczarował? :)

Opinie na temat koncertu:

  Adam "Nox_A15" Dębski, Castlevania.innerworld.pl (Hardcore'owy fan zaczynający przygodę z serią od pierwszej części na NES-a): Koncert był wspaniałym widowiskiem! Nie tylko zadbano o odpowiedni dobór utworów, ale też o odpowiedni wystrój, stroje, światło, a wszystko to zrealizowano z przymrużeniem oka i mnóstwem fanowskiej pasji! David Westerlund z humorem, w ciekawy sposób zapowiadał kolejne aranżacje. One same również były przygotowane i wykonane pierwszorzędnie. Układając listę utworów David pokazał także, że zna serię nie od dziś – wybrał nie tylko dobrze znane wszystkim fanom utwory, ale także odkurzył te, w których od lat drzemał niewykorzystany potencjał! Mam tu w szczególności na myśli Belmont's Revenge na GameBoy'a, którego soundtrack nabrał dzięki koncertowi zupełnie nowego blasku. Chwała za to Davidowi i pozostałym sztokholmskim muzykom - oddali jedyny w swoim rodzaju hołd muzyce z serii, która liczy sobie ponad dwadzieścia lat tradycji! Zaserwowali tym samym fanom z całego świata niezwykle sentymentalną muzyczną podróż. Dziękujemy!

  Piotr "Zell" Serafin, Innerworld.pl (Miłośnik muzyki klasycznej i fan wybranych gier serii Castlevania z epoki post-Metroidalnej): Wszelkie widowiska kulturalne i imprezy aranżowane dla graczy niosą ze sobą „zagrożenie”, że zostaną one przygotowane pod typowych nerdów, czyli osobników o posturze stereotypowego programisty w niewyprasowanej koszuli i okularach-musztardówach tak, jak to ma miejsce w przypadku większości targów gier. Na szczęście, ten scenariusz się nie sprawdził w przypadku tego koncertu, co było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Castlevania stanowi jedną z najstarszych serii gier, która jest „żywa” po dziś dzień i jednocześnie stanowi analogiczny klasyk, jak chociażby „Bondy” dla gatunku filmu sensacyjnego. Miło było zobaczyć, że David Westerlund stanął na wysokości zadania, by dorobek muzyczny serii godnie zaprezentować w gmachu sztokholmskiej filharmonii. Jako, że osobiście przepadam tylko za grami z serii Castlevania, które zostały wydane po Symphony of the Night, stąd też zwróciłem szczególną uwagę na aranżacje utworów pochodzących z nowszych części Castlevanii – w szczególności „Wood Carving Partita”, „Waltz of the Pearls”, „Tragic Prince” (wszystkie z Symphony of the Night) oraz „Clocktower” (z Aria of Sorrow). Bardzo ciekawe było też solo organowe, w którym zgrabnie zestawiono ze sobą kompozycje Bacha i Debussy'iego z muzyką z nieznanej mi dotąd Castlevanii III. Całe wydarzenie, jak przystało na koncert muzyki klasycznej, niosło ze sobą nimb ekskluzywności i warto było z tego powodu zawędrować na mroźną skandynawską północ.


Od lewej: Adam Dębski, Piotr Serafin i Kamil Rojek

  Kamil Rojek, GameMusic.pl (Wielbiciel muzyki z gier, który nigdy nie grał w żadną część Castlevanii, ale za to słyszał wiele soundtracków serii): Trudno porównywać Castlevania – the Concert do innych tego typu przedsięwzięć, gdyż był to jak do tej pory pierwszy koncert „od fanów dla fanów” zorganizowany na tak wielką skalę. W tej kategorii widowisko Davida Westerlunda i Erika Eklunda z pewnością nie ma sobie równych. Tylko tak wielcy pasjonaci i świetnie wykształceni muzyki mogli porwać się na rozpisanie orkiestrowo-rockowych aranżacji muzyki Castlevanii i na zaprezentowanie ich w tak różnorodny sposób. Podobało mi się też to, że Szwedzi jawnie zakpili z innych mocno komercyjnych tras koncertowych, na których prezentowana jest muzyka z gier, i część zgromadzonych środków przeznaczyli na pomoc dla ofiar na Haiti. Tutaj pasja zdecydowanie przeważyła nad ewentualnym profitem. Jednak dla tych, którzy w żadną Castlevanię nie grali, scenki rodzajowe odgrywane przez muzyków na scenie były raczej zbędnym dodatkiem, niepotrzebnie nasuwającym skojarzenia z Video Games Live. Wielu fanów zwróciło również po koncercie uwagę na to, że David pełniący rolę konferansjera (mówiący przez cały koncert po angielsku, z szacunku do fanów przybyłych spoza Szwecji) ani słowem nie wspomniał o innej kompozytorce muzyki Castlevanii – Kinuyo Yamashicie, zanim jej utwór „Wicked Child” został wykonany na żywo. Organizatorzy obrali sobie jednak za cel upamiętnienie twórczości Michiru Yamane komponując setlistę koncertu niemal wyłącznie z wiernych aranżacji jej kompozycji. I ten cel zdecydowanie osiągnęli.



Relację napisał: Adam "Nox_A15" Dębski (Castlevania.innerworld.pl)
Angielskie tłumaczenie: Kamil Rojek (GameMusic.pl)
Korekta angielskiego tłumaczenia: evilnacho (GameMusic.pl)

Angielskie tłumaczenie przygotowane przez GameMusic.pl

Copyright © 2005 - 2010 by CastleKeeper's Chronicles. All rights reserved.
A part of The Inner World of Final Fantasy.
Castlevania is the property of Konami.

Content by Nox_A15. Design by SenTineL.